piątek, 19 września 2014

Rozwój mowy między pierwszym a drugim rokiem życia – studium przypadku panny A.D.

 Kontynuując temat rozpoczęty TUTAJ, najpierw przedstawię trochę teorii wynikającej z badań naukowych.

Od 1 do 2 roku życia mamy do czynienia z tzw. okresem wyrazu. Maluszek rozumie o wiele więcej, niż potrafi wypowiedzieć. Zaczyna używać samogłosek, takich jak: a, u, i, e oraz spółgłosek: p, b, m, t, d, n, ś, ć, czasem ź, dź, a także onomatopei, np. mu, chał-chał, itp. Z wyrazów pojawiają się: mama, tata, papa. Dziecko z początku ma tendencję do upraszczania podczas, wymawiając pierwszą sylabę lub końcówkę wyrazu, np. daj-da, jeszcze-eszcze itp. Rozkwit wymawianych pojedynczych wyrazów następuje pomiędzy 14-15 miesiącem życia dziecka.


Więcej na temat rozwoju mowy możecie przeczytać TUTAJ.

A teraz sięgnę do pamiętnika, aby przedstawić, jak to przebiegało u córeczki zanim skończyła 2 latka (z góry przepraszam za pomieszanie czasu przeszłego z teraźniejszym, jednak pamiętnik pisałam w różnych okolicznościach, a nie chcę go za bardzo zmieniać):

Ukończony 1 rok życia: 
Mała potrafi już prezentować odgłosy praktycznie wszystkich zwierzątek, o których jej czytywaliśmy, np. na pytanie Jak robi kaczka ? odpowiada: kakaka, Jak robi kurka? - kokoko, pytana o osiołka wydaje dźwięki jak osiołek, nie wspominając o zwierzątkach takich jak: kotek, piesek, krowa, świnia, baran czy koza, które naśladowała w pierwszej kolejności.


1 rok  5 miesięcy: 
Malutka mówi duuużo i często. Wśród słów wypowiadanych przez nią znajdują się m.in.: brum brum, uunda uunda (tzn. że chce się bujać na huśtawce, widzi kogoś huśtającego się lub chce by ją wozić w wózku, czyli po prostu robić uunda uunda:)), Adan (na wujka Adama), Zisia (na ciocię Zdzisię), baba, dziadziuś, dzidzia, dziadzia, tata, tatuś, mama (a czasem mamam:)), Ela (na ciocię Elżbietę), unda (na kuzynkę Julię:)), coś w rodzaju jedem (jeden), da (dwa), oczywiście nagminnie: nie (oj, często to powtarza...), ta (tak)-to jednak mówi baaardzo rzadko:), papa, am(jeść i pić), aaa (spanie), siii (sikanie), na ciocie Anieęi Joasię: Ania, Asia, coś rodzaju Majan lub Manan na dziadka Mariana, hopa (piłeczka), bam (wywrócić się), pokazuje i mówi pam (pan), lala (kiedy chce aby śpiewać, puścić radio, tańczyć itp.), powtarza odejdź, łączy też słowa, np. tata choććć, dziadzia choććć, mama am. Mówi także jaja (na jajko), coś w stylu jabadabadu  i często gada dużo bez sensu:) Niedługo chyba zacznie normalnie rozmawiać z nami! Mówi, że gąska robi: gę gę gę tak donośnym głosem, że jest to prześmieszne. Wypowiada też Becik (tak mówi się w naszej rodzinie na wujka Alberta).

Ponadto, często pokazuje, jak płakała i innym każe udawać, że płaczą... (no comment).
To z mową nie związane, ale uwielbia też wąchać kwiatki:)


1,5 roku:
Córcia bardzo szybko się rozwija, jest niezwykle społeczna i towarzyska, za co wszyscy – nawet obcy ludzie – ją uwielbiają. Zaczepia ludzi, śmieje się do nich, podaje im rączkę i mówi: „cześć”, robi „papa”, przesyła całuska i to trwa już od dość dawna. Ostatnio  w kościele na Mszy tańczyła, kiedy ksiądz wraz z uczestnikami Mszy śpiewali :)

Córcia każdego dnia ma bogatszy język. Od dawna wszystko powtarza, część wyrazów bardzo ładnie, część trochę po swojemu. Ze względnie nowych wyrazów mówi m.in.: ajajaj, idzie, mam, dam, husiu (kiedy się huśta wciąż mówi to swoje „uun-da, uun-da”, ale coraz częściej też „husiu”), tam (zawsze pokazuje i mówi tam, jeśli chce byśmy gdzieś poszli lub usiedli), tu, ciuch ciuch (to na ciuchcię), pić, tak – na szczęście już często i adekwatnie do sytuacji, ciocia, wtań (na wstań), naśladuje piszczenie i krzyki dzieci na placu zabaw, pupa, ti (na trzy).

Razem recytujemy nawet wierszyk:

Ja: W pokoiku na stoliku, stało mleczko i …

Córka:  jaja (zamiast jajeczko:))

Ja: Przyszedł kotek, wypił mleczko, a ogonkiem stłukł…

Córka: jaja!

Ja: Przyszła pani, kotka…

Córka: pam pam (kiedy chcę powiedzieć, że Pani kotka zbiła:)),

Ja: a skorupki wyrzuciła.

W ogóle córcia chyba wszystko rozumie i komunikuje się bardzo sprawnie.

Bawi się tez wózeczkiem  dla dzidziusia, który dostała –wkłada tam lalę-dzidzię lub inne stworzonka i  wozi je mówiąc – uun-da, uun-da... Uwielbia również sprzątać-zamiata, omiata kółka w wózku, podaje mi torbę, którą przekazuje jej tata po powrocie z zakupów, rozmawia ze mną lub babcią przez „telefon”, lubi jeść i pić samodzielnie.


1 rok 7 miesięcy: 
Będąc z córką przez trzy dni w Węgierskiej Górce na ślubie znajomych mała po raz pierwszy pozwoliła sobie zrobić kucyki. Już wieczorem przed wyjazdem pokazałam jej gumki do włosów, które kupiła jej babcia Stasia. Tak jej się spodobały, że postanowiła spać w kucykach:)

Córcia dobrze zaaklimatyzowała się w nowym miejscu. Była taka wesołą iskierką podczas samej uroczystości i poza nią. W Urzędzie Stanu Cywilnego podbiegała do sprzętu muzycznego i mówiła „lala” chcąc tańczyć. Robiła nam też a kuku spod stołu prezydialnego:) Generalnie było wesoło. Bardzo polubiła obecną tam ciocię Gosię i zagadywała ją często. Chodziła też za psem Państwa Młodych krzycząc po imieniu: Malina! Malutka wszystkim dostarczyła sporo radości podczas tego wyjazdu. W dodatku w nocy spała dobrze, mimo że bardzo głośno było słychać w pokojach muzykę.


Prawie 1 rok i 8 miesięcy:   
Przed wyjazdem na wakacje z Mamą chrzestną córcia zaskoczyła ją, wołając po imieniu: ciocia Madzia! 
Namiętnie też kolorowała, co nazywała w swoim języku „pisiu pisiu” i przyklejała swoje ulubione „naklejiki” (czyli naklejki). Kiedyś w domu robiąc te swoje bazgrołki wyszło jej coś podłużnego w rodzaju owalu-pokazała mi to i powiedziała: mamusia patrz – parówka! :)

Na wakacjach w  Chorwacji córcia nauczyła się wielu nowych słów jak: statek, skórka, foka, cieć (tzn. ksiądz:)), siama (kiedy chcieliśmy ją prowadzić za rączkę:)) i inne. Język małej wzbogacił się niezmiernie przed wyjazdem i na samych wakacjach. Po powrocie córcia mówi już prawie wszystko. Ponadto, pięknie odmienia, używa właściwie zaimków, liczby pojedynczej i mnogiej itp.

Kiedyś wchodząc z tatusiem do Kościoła widząc Pana Jezusa na krzyżu krzyknęła: golas!, śmiejąc się do rozpuku przy tym, a będąc z rodzicami na fatimskim błogosławieństwie dzieci dostała od księdza obrazek z Panem Jezusem i spoglądając na niego powiedziała ze zdziwieniem: Jezus ubrany! :)

Malutka zadaje też często pytanie: co to jest?, wskazując przy tym paluszkiem. 


1 rok i 9 miesięcy:
Córka uwielbia prace w ogródku dziadków. Nieraz jak ją ktoś zawoła aby podeszła, to mówi: pracuję albo podlewam:) (rzeczywiście podlewa grządki konewką i pomaga dziadkowi w pracach, podając mu np. kombinerki). Wczoraj też dopadła konewkę w domu babci Stasi i dziadka Mariana, podlewając podłogę w kuchni oraz pokoju i to aż dwukrotnie...
Lubi też obrywać porzeczki, poziomki, jagódki i jeżyny z krzaczków i kiedy babcia Stasia mówi, żeby przestała to robić (boi się, że poprzez taki nawyk może zjeść kiedyś jakąś trującą kulkę), malutka jej odpowiada: patrzę! i udaje, że tylko się przygląda krzaczkowi, a nie je:)) 
Córcia lubi też pić z kubeczka, resztę wody specjalnie wylewając na podłogę. Wybiera sobie też ubrania i za nic czasem nie chce włożyć zaproponowanej  przeze mnie sukienki, bo chce inną. Pomaga też mi wybrać ubrania do pracy:)
 

Tyle pamiętnik. Trochę chaotyczny, ale taki nasz. Na wieczną pamiątkę :)
Teraz kwestia szczepień. Wprawdzie ten temat będę omawiać dogłębnie w odrębnym wpisie, jednak teraz chciałam nawiązać do szczepień w kontekście mowy dziecka.

Szczepień, jak i ich ewentualnego następstwa w postaci autyzmu bałam się już od jakiegoś czasu. Im piękniej córka się rozwijała, tym bardziej bałam się, że przez jakiś bliżej nieokreślony czynnik (np. występujący w szczepionce) te wszystkie nabyte przez dziecko umiejętności mogą zniknąć jak bańka mydlana. Wiele naczytałam się, jak to dzieci dotknął regres w rozwoju po takiej czy innej szczepionce. Paraliżował mnie strach, kiedy o tym czytałam. Wtedy w ręce wpadło mi dodatkowo tłumaczenie streszczenia pewnego opracowania, które można znaleźć TUTAJ.
Przeczytałam w nim, że utrata zdolności mowy zwiastująca autyzm może być skutkiem szczepienia przeciw odrze (czyli obecnie potrójna szczepionka MRR lub Priorix), po którym następuje szczepienie  przeciw krztuścowi (czyli obecnie np. potrójna DTP/DTPa). Mechanizm jest ciekawie opisany w ww. streszczeniu. Autyzm w tym przypadku może wystąpić u dzieci genetycznie zagrożonych niedoborem wit. A. Skąd jednak wiemy czy nasze dzieci są zagrożone, czy nie? Przecież nikt pod takim kątem je nie bada (potem znalazłam jeszcze kilka artykułów opisujących podobne zależności pomiędzy tymi konkretnie szczepieniami, niedoborem wit. A a autyzmem). W dodatku, w historii rodzin, u których badano stopień genetycznego ryzyka wystąpienia tego zaburzenia spotkano osoby z “kurzą ślepotą” czy niedoczynnością tarczycy lub też nowotworami tarczycy i przysadki. Nowotworów wprawdzie nie było u nas, ale domniemana kurza ślepota, niedoczynność tarczycy (ja jestem nią obciążona, moja mama i córka) czy zaburzenia przysadki niestety są obecne w naszej rodzinie. Tym bardziej się bałam czy aby córeczka nie należy do grupy zagrożonej…

Jeśli przeczytaliście streszczenie to znacie po krótce mechanizm wpływu szczepień m.in. na cofnięcie się mowy dziecka.  Ratunkiem okazywało się tutaj podawanie dzieciom naturalnej wit. A (ponieważ u tych dzieci występował niedobór tejże), co w efekcie postanowiłam wcielić w życie w okolicy szczepień, tak na wszelki wypadek, pod postacią tranu. W dawkach tylko nieco większych od zalecanych, bo na podawanie większych ilości tej akurat witaminy bez kontaktu z lekarzem nie zdecydowałabym się.

Dziś wiem, że problem szczęśliwie nie dotyczył mojego dziecka, ale tego przed szczepieniami prawie nigdy nie wiemy.

Na szczęście moja malutka rozwijała się dobrze przez cały czas, a rozwój mowy przebiegał u niej szczególnie szybko i bez zakłóceń :)

Najciekawiej i prześmiesznie pod względem rozwoju mowy było u nas pomiędzy 2 a 3 rokiem życia, ale o tym w kolejnym wpisie.
UA-48159015-1