sobota, 28 września 2013

CIĄŻA - tak to się zaczęło...



Tej nocy bardzo mocno bolał mnie brzuch, w taki sposób, który sugerował, iż lada moment dostanę miesiączkę. Jednak rano, kiedy wstałam, okazało się, że nie ma śladu po okresie. To skłoniło mnie do sięgnięcia po test ciążowy. Choć nie spodziewałam się za bardzo pozytywnego wyniku, jako że już dwukrotnie w tym cyklu go wykonywałam i wychodził negatywnie, to podekscytowanie połączone z ogromną nadzieją, ale i niedowierzaniem towarzyszyły mi 24 lutego, kiedy stałam w łazience oczekując na wynik testu. Zauważyłam, że dość szybko zaczęła wyłaniać się bardzo delikatna, ale jednak, druga kreska. Mimo jej słabej widoczności byłam pewna, że wynik wygląda inaczej niż dziesiątki razy przedtem, czyli chyba stało się to, na co czekaliśmy tak długo! Z bijącym sercem wyszłam z łazienki nic nie mówiąc. Czekałam na moment, gdy usiądziemy do stołu, by przegryźć coś przed pójściem do pracy. Wtedy zapytałam męża, ile widzi kresek na teście. Odpowiedział, że jedną. Poprosiłam, aby się przyjrzał ponownie. Tym razem stwierdził, że no chyba dwie, ale pewny nie był. W przeciwieństwie do mnie. Oczywiście nie przeszkodziło mi to pobiec po pracy do apteki w celu zakupu kolejnego  testu ciążowego. Miałam szczęście, bo w promocji dostałam dwa.
Z pracy zadzwoniła do mamy, by przekazać jej moje przypuszczenia. Wiedziałam, że będzie to dla niej ogromne pocieszenie. Dzień wcześniej bowiem zmarł po walce z nowotworem mózgu brat mamy, co wszystkim nam sprawiło wiele bólu.
Mama z wielką nadzieją podeszła do tej nowiny, no i z radością, która przeplatała się ze smutkiem z ww. powodu.
Z niecierpliwością czekałam na kolejny poranek, kiedy to powtórzyłam test. Tym razem druga kreska była widoczniejsza. Dla wszelkiej pewności pojechaliśmy tuż przed pójściem do pracy na badania beta HCG, progesteronu i TSH (w myśl zasady: przezorny zawsze ubezpieczony).
Tego samego dnia po pożegnaniu zmarłego wujka w kaplicy pojechaliśmy po odbiór wyników badań. Oczywiście jednoznacznie wskazywały ciążę. Reakcja mojego męża nie był taka, jakiej się spodziewałam i na jaką czekałam. Nie było wielkiej radości, jedynie pocałował mnie z nieodgadnionym  wyrazem twarzy. Właściwie przyjął to bez większych emocji. Stwierdził, że za wcześnie by się za bardzo cieszyć i dzielić tą nowiną. Osobiście nie miałam zamiaru dzielić się nią na tym etapie z kimkolwiek oprócz mamy, choć oczywiście radość i podekscytowanie były tak wielkie, że najchętniej wykrzyczałabym to całemu światu. (cdn...)
UA-48159015-1