niedziela, 29 września 2013

Co tu zrobić, żeby nie stracić tej długo wyczekiwanej ciąży???


Tego jeszcze dnia pojechaliśmy do ciotki Zdzisi – siostry mamy, gdzie kilka osób z rodziny zebrało się po pożegnaniu wujka. Podobno moja  kuzynka Ela zapytała, jadąc samochodem z moją mamą, gdzie pojechaliśmy. Kiedy mama odparła, że po jakieś wyniki badań w związku z moimi problemami hormonalnymi, Ela stwierdziła, że może jestem w ciąży. W końcu w naszej rodzinie kilkakrotnie tak się zdarzyło, że ktoś umierał, aby zrobić miejsce nowej istocie… Mama nic na to nie odpowiedziała.
Kiedy tylko upewniłam się, że jestem w ciąży, zadzwoniłam do gabinetu pani profesor (u której kiedyś się leczyłam), aby zapytać czy brać duphaston-popularny syntetyczny progesteron, który lekarze podają ciężarnym być może częściej niż trzeba… Położna, która odebrała telefon odparła, abym sama niczego sobie nie aplikowała, tylko przyjechała na wizytę do pani profesor. Postanowiłam  więc skonfrontować to, dzwoniąc do gabinetu ginekologa, do którego uczęszczałam ostatnimi czasy na wizyty i który zwrócił uwagę na moje TSH, kiedy nie mogłam zajść w ciążę. Doktor ten nakazał mi zażywać duphaston od razu…
Z mętlikiem w głowie zdecydowałam się go zażywać tak na wszelki wypadek. Jednak przeczytałam też w internecie wiele newsów nt. duphastonu zarówno na polskich, jak i anglojęzycznych stronach. Przeczytałam wiele dobrego, ale i złego (szczególnie na stronach amerykańskich) o tym leku. Postanowiłam więc go odstawiać, stopniowo zmniejszając dawki. Teraz wiem, że było to dość lekkomyślne. Wtedy też zresztą wiedziałam o tym, że być może trochę igram z losem, ale nie byłam pewna co lepsze-zażywanie go czy odstawienie… a na wizytę u lekarki, na którą zdecydowałam się w celu prowadzenia mojej ciąży, musiałam czekać weekend i cały dłuuugi dzień.
Sobotę spędziliśmy u mojej babci Adeli-organizowali przyjęcie urodzinowe wujka Janka-brata ojca. Ciężko było mi tam siedzieć, jako że w głowie kłębiły mi się myśli dotyczące mojej ciąży i dawek duphastonu, jakie mam przyjąć…
Wybierałam się też  na nieumówioną wizytę u endokrynologa, aby ustalić dawki euthyroxu, jako że miałam zbyt wysokie jak na ciążę TSH. Zresztą już sama podniosłam sobie dawkę z 25 do 37,5, gdyż wiedziałam, że za wysokie TSH może być groźne dla dziecka. Nota bene dobrze, że to zrobiłam (pomógł mi w tym internet i medyczne strony anglojęzyczne, na których znalazłam informację, że pacjent powinien sam zwiększyć sobie dawkę, jeśli ma ponad 2,5 TSH a musi czekać na wizytę u lekarza). Endokrynolog bowiem kazała mi zwiększyć dawkę właśnie do 37,5… choć dziś wiem już, że to było zbyt mało. Internet był dla mnie w tym czasie zarówno źródłem właściwych decyzji, jak i lekkomyślnych kroków czy przeogromnych lęków... Ale o tym przeczytacie w kolejnych postach.
UA-48159015-1