piątek, 24 stycznia 2014

Druga doba po porodzie

Rano budzi mnie położna, przywożąc mi moje cudne maleństwo:)  Ale fajna pobudka! Na widok mojego dziecka cieszę się jak …dziecko. Przyniesiono mi też buteleczkę z mlekiem modyfikowanym, którym dokarmiano małą w nocy. Ja jednak przystawiam córkę do piersi. Ta słodko sobie pije.
Tymczasem mamy konsylium lekarskie przy łóżku pacjentek. Lekarze dotykają naszych brzuchów i w moim przypadku stwierdzają, że macica ładnie się obkurcza (no cóż, czuję to niestety dość często). W ogóle są bardzo mili i zainteresowani pacjentkami (podobnie jak położne na porodówce, co łamie stereotyp wiedźmowatego personelu w szpitalach na porodówkach).
Pielęgniarka pobiera mi krew.
W końcu przywożą śniadanko. Stwierdzam, że dla mnie jako cukrzycówki nic nie ma. Założyli chyba, że cukrzyca minęła wraz z urodzeniem dziecka, jednak glukometr mówi co innego… Pani przywożąca śniadanie jednak się stara i rozgląda za jakąś grahamką.
Mamy wzywane są ze swoimi dziećmi znowu do specjalnego pokoju położnych, gdzie dzieci są ważone, mierzone, szczepione (o zgrozo!), badane itp. Czeka się przed tym pomieszczeniem z wieloma innymi mamami i ich dziećmi wiezionymi w łóżeczkach na kółkach. Można troszkę pogadać i poprzyglądać się nowonarodzonym dzieciątkom. Zauważam, że tylko moje dziecko ma czarną czuprynkę. W kolejnych dniach dojdzie jeszcze jedno z czarnymi kudełkami – synek Romki
Kiedy kłują nasze dzieci – zabierają je do jeszcze innego pomieszczenia, by mamy nie słyszały ryku maluszków i nie widziały drastycznych scen… Odbieram dziecię po takim kłuciu i z trwogą zauważam  fioletowy wierzch jej dłoni.
Docierają do mnie goście. Mąż, mama, ojciec – ten po raz pierwszy widzi wnuczkę i oczywiście wpada w zachwyt.
 Mama przynosi mi pyszny obiad dietetyczny (ryba duszona w warzywach) i inne smakołyki, którymi jako słodka mamuśka mogę się posilić.
Mąż przychodzi z naszym nowym aparatem fotograficznym, kupionym specjalnie dla celów fotografowania maleństwa (mała jest niezwykle fotogeniczna). Cyka kilka fotek (na porodówce i zaraz po porodzie też zrobiliśmy parę zdjęć komórką, ale takich nie najlepszej jakości i tylko dla nas, nie wyglądamy bowiem na nich zbyt świeżo...).
Córeczka jest nadzwyczaj spokojna. Tylko je i śpi. O tym, że nie jest to regułą u noworodków, dowiem się jeszcze tego samego dnia...
Uczę się małej – karmienia jej, przewijania, dbania o higienę. Bałam się tego, a jakoś tak instynktownie daję radę. Wychodzi mi chyba całkiem nieźle. Obawiam się jedynie czy córka wystarczająco je. Nie jestem w stanie ocenić ile zjadła. Tu butelkowe mamy maja przewagę, bo widzą ile i kiedy. 
A propos mam – jedna z tych, z którymi dzielę salę wychodzi ze szpitala. Przywożą drugą po trudnym porodzie. Miała bodajże podawaną krew. Natomiast teraz podają jej oksytocynę, aby pobudzić obkurczanie się macicy.  Nie bardzo wiem, dlaczego, bo myślałam, że oksytocynę tylko podaje się, aby pobudzić poród (nie mam pojęcia do dziś o co chodziło z tą oksytocyną, może Wy wiecie?). Kobieta ta bardzo cierpi. Jej jęki są trudne do zniesienia. Ponadto, jej córeczka prawie ciągle płacze, tzn. albo je albo płacze. Rzadko natomiast śpi, co bardzo kontrastuje z zachowaniem mojej, która – jak pisałam albo je albo śpi. To chyba jeszcze bardziej frustruje moją sąsiadkę z łóżka obok. 
Natomiast druga sąsiadka ma wszystkiego dość. Leży w szpitalu już drugi tydzień a końca nie widać. Dziecko walczy z bakterią e.coli w oku i nie wiadomo, kiedy to się skończy. W ogóle rodziła straszliwie długo (mówi, że dobę!!) i to też powoduje, że ma dość. W dodatku synuś musi w nocy leżeć w innej sali, więc nie ma przy boku dziecięcia, tak jak pozostałe mamy. Przynoszą go w ciągu dnia na karmienie, choć nie zawsze. Czasami mama idzie karmić synusia do sali, w której on leży. Mały jest uroczy i je strasznie dużo (mama nie daje się przekonać do karmienia piersią i podaje mleko NAN-nie wiem czy to nie kwestia diety przeszkadza jej w wyborze piersi, gdyż mama uwielbia jeść wszystko to, czego karmiąca piersią nie mogłaby, ale próbuję nie oceniać, choć jest mi trudno jako fance karmienia naturalnego).
Wieczorkiem odwiedza mnie koleżanka (ta, do której sms-owałam w trakcie porodu z prośbą o modlitwę) i jest generalnie miło.
Jeszcze toaleta w pomieszczeniu pielęgniarek i powrót do sali.
Noc zapowiada się ciężka, bo córka mamy obok wciąż zawodzi. Mama jest bliska rozpaczy, bo nie wie, co się dzieje, ale podobno jej pierwsze dziecko – syn – tez przepłakał pierwszy rok życia (!!).
Mojej córki jednak to nie rusza i kiedy tylko nie je, śpi jak – nie przymierzając – niemowlę:), co i mnie skłania do ucięcia sobie drzemki.
Cdn.
UA-48159015-1