sobota, 4 stycznia 2014

Narodzenie - post trzeci (OSTRZEGAM - przeczytanie może grozić Lokiofobią !!!)


Pierwszy skurcz, który uświadomił mi, że te skurczyki przedtem to była taka zabawa i mój organizm się ze mną jedynie droczył... Siedzę dalej w wannie, bo nie umiem się ruszyć, a mąż polewa mnie ciepłą wodą. Przychodzi kolejny skurcz jak skurczybyk! Tym razem próbuję wgryźć się w wannę, ale nie wychodzi. Przy kolejnym nie wiem czy lepiej walić pięściami w wannę czy w męża. Wybieram znowu z uporem maniaka próbę wgryzienia się w emalię wanny. Cholera, wanna powinna być z jakiejś gumy, co bym zęby mogła wbić w nie stawiającą oporu materię. 
Przy następnych skurczach już wiem, że oto zaczął się najokrutniejszy ból w moim życiu. 
Nie wiem jakim cudem, ale jakoś między kolejnymi ciosami, tzn. skurczami, wydostaję się z wanny i zwlekam na łóżko, a właściwie fotel porodowy. Fotel super nowoczesny, z funkcjami różnego ustawienia, podpórkami na nogi, ręce i wszystkie inne partie ciała. Kiedy wcześniej sobie podskakiwałam na piłeczce, podziwiałam go i cieszyłam się, że na takim cudzie będę rodzić. Po przygodzie z wanną mam to już centralnie w nosie. 
Nie opiszę pozycji, które przybieram z bólu na fotelu, bo nawet nie umiałabym ich nazwać. Powiem tylko, że nie przypuszczałam, że umiem wykonywać takie akrobacje. 
Wtedy już do akcji wkracza nowa położna. Te dwie przemiłe poszły już do domku, a zjawiła się nowa. Jakoś dziwnie pachnie (w ciąży mogłabym zostać Nosem Roku, tak wrażliwa jestem na wszelkie zapachy), ale chyba będzie ok. Nie jest za młoda, ale z cierpliwością godną medalu znosi moje wygibasy i nie każe zamknąć się i leżeć. Całe szczęście, bo nie ręczę za siebie, mogłabym nawet uciec się do przemocy fizycznej, z której nigdy w życiu dotąd nie korzystałam. Kończą mi się pomysły na pozycje, które mają mi przynieść ulgę. Ani klęcząc, ani wypinając się, ani kucając, ani podnosząc jedną nogę, ani drugą nie czuję żadnej, ABSOLUTNIE ŻADNEJ ulgi!
Cdn.
UA-48159015-1