wtorek, 28 stycznia 2014

Trzecia doba po porodzie



Po burzliwej nocy, związanej z niekończącym się płaczem córki kobiety z łóżka obok, czeka nas kolejny dzień pobytu w szpitalu. Mała cały czas grzeczniutka. Je i śpi.
Znowu śniadanko. Tym razem przynoszą mi już bułeczkę pełnoziarnistą, uwzględniając moją nie do końca wyleczoną cukrzycę. Jest też jajo i pomidor.
Potem obchód lekarzy, którzy ponownie chwalą mój coraz bardziej malutki brzuszek. Dostaję też preparat z żelazem, gdyż straciłam trochę krwi podczas porodu i wyniki badań wskazują, że mam anemię. Mają też regularnie mierzyć mi i spisywać poziom cukru we krwi. Jednak personel szpitalny nie interesuje się tym za bardzo w ciągu dnia.
Następnie wycieczka z dziecięciem do pomieszczenia położnych. Tam tradycyjnie ważenie, mierzenie, kłucie (auuu!) i z powrotem do sali.
Nieco mnie denerwują dwaj panowie, przesiadujący niemal całymi dniami w naszej sali. Są to ojciec i mąż mamy chłopca z bakterią w oku. Po pierwsze – dość często karmię córeczkę, a wyciąganie cyca w obecności gapiących się facetów krępuje mnie. Po drugie siadam na dmuchanej poduszce z otworem, aby zmniejszyć ból, ale nie lubię, kiedy ktoś się przygląda mi się kiedy to robię. Po trzecie, czasami my mamy chcemy pogadać na intymne tematy dot. porodu czy połogu, ale nie w obecności facetów i to w dodatku obcych facetów. Ci dwaj mogliby sobie gdzieś wyjść, zostawić nas na jakiś czas, a nie koczować w pokoju niczym bezdomni nie mający się gdzie podziać. Ja też miewam gości, ale nie są oni w sali zbyt długo, po drugie, jest to w przeważającej części płeć piękna, więc nie krępują zanadto pozostałych mam. Np. kiedy odwiedza mnie znajome małżeństwo, facet wchodzi tylko się przywitać i zobaczyć małą, po czym wychodzi, aby pozostałe panie na sali nie czuły się niekomfortowo. Ci  dwaj denerwujący panowie to jednak najwidoczniej z innej bajki..
Wieczorem odwiedzają mnie także m.in. moja kuzynka z córką, a moją chrześnicą. Siadam z nimi poza salą przy wejściu na porodówkę. Obserwujemy tam ciekawą scenę. Otóż na przyjęcie czeka Cyganka z grupką innych Romów. Kiedy wychodzi ktoś z porodówki zapytać co się dzieje, mówi, że zaczął się jej poród … Najbardziej niesamowite w tym wszystkim jest jednak to, że ona podczas skurczy swobodnie rozmawia ze swoimi bliskimi i wydaje się, że urodzi przy okazji i nawet jej to specjalnie nie ruszy... Na drugi dzień podczas porannej wycieczki z dziećmi do pomieszczenia położnych spotkam tę Cygankę już z jej kudłatym synkiem, w dodatku pójdzie tam dziarskim krokiem, w tych samych ciuchach, w których była przyjmowana na porodówkę i będzie wyglądać, jakby rodziła przed miesiącem, a nie kilka godzin temu… Cóż, niektóre są stworzone do rodzenia…
Tego samego wieczoru zaczyna się coś dziać z moim biustem, tzn. piersi mi się powiększają i robią coraz twardsze. Obawiam się, że to nawał mleczny, o którym opowiadała mi kiedyś koleżanka. Całe szczęście, że mama kupiła mi laktator. Będę go potrzebować. Rodzinka zaopatruje mnie także w kapustę, która stanie się moim towarzyszem na kilka najbliższych dni i nocy.
Nie tylko ze mną się coś dzieje. Mojej małej wyszła podwyższona bilirubina. Dowiaduję się, że na noc pozostanie w inkubatorze na naświetlaniu. Nie wiem czy to tzw. „baby blues”, czyli  depresja dnia trzeciego, ale zbieżność czasowa na to wskazuje, nachodzi mnie bowiem czarna rozpacz na myśl, że córeczka będzie leżeć z dala ode mnie, w dodatku pod opieką najmniej fajnej położnej, z wszystkich, które poznałam… Najzwyczajniej w świecie boję się, że położna nie będzie dbać o moją małą, nie będzie delikatna, a nawet może zrobi jej krzywdę. W dodatku mąż okazuje mi zniecierpliwienie, co pogrąża mnie w rozpaczy jeszcze bardziej. Łzy mi ciekną po policzkach, a mama chłopca z bakterią w oku mnie pociesza.
Czeka mnie bardzo trudna noc, podczas której nie zmrużę oka, tocząc trudną i wymagającą wielu czynności walkę z nawałem pokarmu oraz wędrując do mojego dziecka tam i z powrotem, czujnym okiem doglądając czy nikt nie robi mu krzywdy. Ale o tym w najbliższym poście (ooojjj, będzie ciężko...).
Cdn.
UA-48159015-1