piątek, 9 maja 2014

Czosnek odstrasza nie tylko czarownice-czyli o najskuteczniejszym sposobie na odstawienie dziecka od piersi!

Na forach internetowych aż roi się od dobrych rad dotyczących sposobów na odstawienie dzieci od piersi. Ja jednak uważałam, że na moją córkę nie zadziała NIC, bo ona wprost KOCHAŁA pić mleczko mamusi.Mimo że zbliżała się do ukończenia 1,5 roku życia, domagała się piersi kilka razy dziennie, a jak mówiłam, że już wystarczy uderzała w płacz tak przejmujący, że matce serce się krajało i pozwalała na kontynuację...Mąż twierdził, że nigdy nie uda mi się małej oduczyć ssania piersi...
Tak, wiem, nie byłam twarda. Ale nie żałuję. Tym bardziej, że moja mała ze względów zdrowotnych mleka modyfikowanego pić nie powinna a nie chciałam, aby cierpiała na niedobór wapnia.
Ponadto, chciałam karmić naturalnie do czasu najgorszych szczepień, a mówiąc najgorsze mam na myśli Priorix oraz dawkę przypominającą DTP-a.
No i tak biegło nasze życie. Córeczka szczęśliwa, ja też szczęśliwa, ale bardzo zmęczona tym karmieniem, szczególnie w nocy, bo - a jakże - budziła się na nocne, a potem o świcie - karmienie.
Myśleliśmy jednak od jakiegoś czasu, aby gdzieś z mężem wyjechać na weekend, poza tym zaczęliśmy powoli planować wakacje, podczas których brany był pod uwagę m.in. wyjazd małej w góry z babcią i dziadkiem. Sprawą oczywistą było, że póki nie weźmiemy córeczki na odwyk, nie będzie mogła nigdzie bez mamy jechać, mama bez niej też nie. Co więcej,  chciałam ukrócić podnoszenie przez mojego ssaka bluzki mamy w publicznym miejscu.
Toteż podjęłam decyzję o odstawianiu. I tu muszę bić pokłony w stronę mojej mamy, która zauważyła kiedyś, że córa krzywiła się czując zapach surowego czosnku na kanapce mamy (choć czosnek ugotowany przemycałam w jej potrawach, oczywiście w śladowej ilości, ponadto karmiąc piersią sama go spożywałam i mała nie zgłaszała zastrzeżeń:)). Jako że córka nie krzywiła się na widok niczego, co można spożyć poza ww. czosnkiem na kanapce, moja mama poradziła, żeby wykorzystać tę niechęć małej i natrzeć sobie brodawki tą "pachnącą" rośliną z rodziny amarylkowatych.
Poczekałam więc do szczepienia Priorix, którego bałam się najbardziej, aby po jego zaaplikowaniu córę zacząć odstawiać. Początkowo miałam zamiar czekać jeszcze na czwartą dawkę DTP-a, ale - jako że chciałam ją odwlec, aby nie przeciążać organizmu po trudnym szczepieniu na odrę, świnkę i różyczkę, stwierdziłam, że do lata nie będę czekać z odwykiem małej. Zatem jakieś dwa tygodnie po szczepieniu Priorix (kiedy podeszliśmy do niego miała skończone 18 miesięcy - dlaczego szczepiliśmy z opóźnieniem będzie w innym wpisie dot. tylko szczepień i tego, co nam się w związku z nimi przytrafiało), ciekawy pomysł mojej mamy został wcielony w życie.
Posmarowałam sobie brodawki czosnkiem i przy najbliższym przystawianiu się malutkiego głodomora do piersi, aby zrobić "amam", jak to określała, powiedziałam jej, że mamy cycuś jest chory i śmierdzi.
Oczywiście musiała sprawdzić tę informację przysuwając głowę w wiadome miejsce. Ja wtedy z obrzydzeniem na twarzy powtarzałam ww. słowa, a mała znajdując się na tyle blisko, aby poczuć swąd czosnku (którym się porządnie natarłam), odsuwała się ode mnie!:))) Naprawdę odrzucał ją ten zapach).
Oczywiście próbowała co chwila sprawdzać czy nadal cycuś jest chory, musiałam więc wytrwale "naczosnkowywać się", aby zapach był intensywny. Nie powiem, żeby to było przyjemne. Wychodząc z domu nie chciałam rozsiewać wokół woni czosnku, więc stosowałam czosnek momentalnie po powrocie do domu, aby mała nie zdążyła się przystawić zanim cycuś zdążył zachorować!
Każdorazowo malutka wyczuwając czosnek mówiła z rozpaczą w głosie: cycuś jest chory i meldzi (czyli śmierdzi). Oczywiście serce matki znów się krajało na widok jej żałosnej minki, ale musiałam zacisnąć zęby i iść w zaparte.
Byłam pełna obaw, bo latorośl dotąd budziła się w nocy często i jedynie cycuś ją uspokajał, jednak zapach i moje słowa skutecznie ją odrzucały, nawet w nocy.
Proces odstawiania trwał jakieś dwa tygodnie, po których mały ssak przestał próbować robić "amam" i zaczął przesypiać noce!!! :)
Potem córka sporadycznie już próbowała robić podejścia. Jednak wystarczyło, żebym przypomniała jej, iż cycuś jest chory (już nawet nie musiałam wspierać się czosnkiem, bo mi wierzyła).
I tak dotarłyśmy do dnia, w którym malutka nie chciała już sprawdzać choroby biustu matki... Nie będę udawać twardziela - żal ściskał moje serce (wiedziałam, że córeczce jest smutno, poza tym widok wpatrzonych w ciebie oczu ssącego maluszka jest czymś cudnym i przeuroczym), ale rozsądek podpowiadał, że dałam już córeczce to, co najlepsze i przyszła pora na zmiany w jadłospisie (choć dodam, że po tym wszystkim mleko jeszcze odciągałam laktatorem, aby jednak - nie wiążąc więcej jego smaku ze ssaniem, podawać malutkiej ten chyba najbardziej wartościowy pokarm).
Ponieważ córcia nie pije do chwili obecnej mleka modyfikowanego i jego przetworów poza naturalnymi jogurtami i kefirami, codziennie dostaje kubeczek lub więcej jogurtu/kefiru z wysypanym do niego z kapsułki Calperos 500 wapnem. Tak poradziła nam nasza ulubiona pediatra.
Obecnie córcia ma 2,5 lat i czasami mówi: jestem dzidziuś i sięga mi do stanika z figlarną miną. Jednak obie wiemy, że jest to tylko zabawa (choć czasem próbuje chwycić ustami brodawkę i próbować czy nie leci mleczko:)). Jedno wiem na pewno - prędko o cycusiu nie zapomni, choć ostatni raz ssała około roku temu!
UA-48159015-1