poniedziałek, 2 grudnia 2013

O cukrzycy post dwunasty - finał

Na potwierdzenie, że cukrzyco- tudzież cukro-podobne tematy mnie prześladują w ostatnim czasie – zamieszczam link, który udostępniono mi parę dni temu na Facebooku: http://www.akademiawitalnosci.pl/10-sposobow-rujnowania-twojego-zdrowia-przez-cukier/
Ale wróćmy do przeszłości, tzn. mojej cukrzycy ciążowej.
Pewnego popołudnia poziom cukru po 1 cienkiej kiełbasce z fileta z 32 gr. pieczywa z masłem i 1 cząstce grapefruita skoczył mi do 158 po godzinie. Nie zważając na nic zaczęłam nerwowo chodzić po całym mieszkaniu w tę i z powrotem. W ten sposób chciałam zbić cukier. Wiedziałam, że nie wolno mi chodzić, ale miałam to gdzieś. W końcu był to już 36 tydzień  ciąży, więc nawet gdyby przyszło mi rodzić, to z dzidzią powinno być wszystko ok. Bałam się, że jeszcze na sam koniec ciąży lekarka wlepi mi insulinę! Mimo mojego szybkiego spaceru po mieszkaniu poziom cukru spadał bardzo wolno.  Mało tego, w nocy po tym dniu miałam cukier w moczu, a potem ok. 5 nad ranem aceton! Cukrzyca zaczęła mnie przygnębiać coraz bardziej. Bałam się tego, co będzie dalej. W końcu jeszcze jakieś 4 tygodnie ciąży przede mną.
Sytuacja rozwiązała się jednak szybciej niż myślałam.
W drugim dniu po ww. skoku cukru położyłam się wieczorkiem do łóżka w celu udania się na spoczynek, choć spoczynek to za dużo powiedziane. Spało mi się bowiem fatalnie. Było mi duszno, nie umiałam sobie znaleźć wygodnej pozycji itp. Ok. 2 w nocy poczułam jeden skurcz, który mnie obudził, po czym zorientowałam się, że na udach mam ciepłą ciecz. Tak, to było to, o czym myślicie. W ten oto sposób rozpoczął się mój poród. Ale o porodzie będzie w odrębnym poście, bo przecież nie mogę w jednym zdaniu opisać czegoś, co było tak niesamowite, wyjątkowe, niewyobrażalne, cudowne i potworne zarazem, po prostu nie do ogarnięcia…
Nie wiem, co spowodowało przedwczesny poród. Przyczyn mogło być kilka. Po pierwsze fakt mojej aktywności fizycznej (ww. chodzenia po mieszkaniu) w świetle krótkiej szyjki, być może też fakt samej cukrzycy. Nie mam również pewności czy kondycja łożyska nie przyczyniła się do tego (łożyska nie rodziłam, bo …nie musiałam, ale o tym też będzie w poście „porodowym”). Z drugiej strony przedwcześnie odeszły mi wody płodowe – nie wiem z jakiego powodu.
Pytań pozostaje wiele. Nie znam na nie odpowiedzi. Lekarze też nie albo udają, że nie. Najważniejsze, że córeczka urodziła się cała i zdrowa.
Co do cukrzycy to usłyszałam, że przejdzie prawdopodobnie z chwilą urodzenia dziecięcia lub chwilę później. Tak się nie stało. Potem usłyszałam, że przejedzie do trzech tygodni po. Nie przeszła. Następnie powiedziano mi, że do końca połogu wszystko się unormuje. Nie unormowało się.
Po porodzie jednak uznałam, że dziecku moja ewentualna cukrzyca już nie szkodzi, a ja byłam zbyt zafascynowana i zajęta macierzyństwem, żeby cokolwiek z tym robić (nawet w szpitalu na oddziale noworodkowym nie bardzo byli przygotowani na pacjentkę z cukrzycą, bo musieli się nagimnastykować, żeby choć odrobinę zmodyfikować jadłospis szpitalny, np. zdobyć pieczywo razowe).
Mierzyłam sobie jednak od czasu do czasu poziom cukru glukometrem, który pokazywał, że jeszcze kilka miesięcy po ciąży miałam dość poważne skoki cukru. Najgorszy po małej drożdżówce z ciasta półfrancuskiego z jabłkiem. Od tego czasu nakłaniam wszystkich zagrożonych cukrzycą do rezygnacji z ciasta pół i cało-francuskiego.
Dopiero po roku od porodu przystąpiłam do badania krzywej cukrowej i wynik był już prawidłowy.
W zeszłym tygodniu – w dwa lata po urodzeniu małej wynik krzywej – jak już wiecie – idealny:)
Zalecono mi jednak coroczną kontrolę i wykonywanie krzywej. Cukrzyca lubi bowiem wracać. Mam nadzieję, że do mnie już nie wróci. NIGDY.
P.S.Diabetolożka kazała mi na zawsze pożegnać się z drożdżówkami i słodkimi bułkami (nie posłuchałam) oraz ze światem słodyczy w ogóle (polecenia nie wykonałam).
UA-48159015-1