poniedziałek, 18 listopada 2013

O cukrzycy post ósmy

Z miłych rzeczy, które mnie spotkały w diecie cukrzycowej mogę wymienić: kaszę jęczmienną, którą uwielbiam, ale ZAWSZE i TYLKO w towarzystwie mięsa lub ryby. Jeśli była odpowiednia podaż białka, mogłam sobie pozwolić na ładną porcję kaszy z warzywami. Taki obiad był syty, ja zadowolona, a cukier w ryzach!
Poza tym kiedyś skusiłam się na gołąbka (mięso z kaszą owinięte kapustą) mojej mamy (pycha!!). Wyżerka była, że hej!
Potem odkryłam, że nabiał jest niebezpieczny, ale nie wieczorową porą, kiedy mogłam sobie pozwolić zamiast kolacji nawet na 3/4 szklanki mleka z cynamonem i ½ chrupki ryżowej albo pół szklanki owsianki (jupi!!) , którą kocham! Nie była to wprawdzie ilość, która mnie syciła, ale zawsze coś. Z innych przysmaków mogę wymienić gorzką czekoladę Wedla (która zawiera min.70% kakao) w ilości dwóch-trzech kostek, którą zagryzałam paroma sztukami migdałów tudzież orzechów i tak jadłam sobie czekoladę gorzką z orzechami, której deficyt dostrzegam na rynku, tzn. bywa, ale rzadko i jeśli już to nie jest to czekolada o solidnej zawartości kakao. Było to dla mnie wielkie odkrycie, że mogę pozwolić sobie na czekoladkę (ha!), podczas gdy zupa jarzynowa podnosi mi poziom cukru… Zamiana jarzyn na słodycze? Kuszące… A tak na serio to oczywiście żadnej zamiany nie było, a jedyne słodycze w mojej diecie to ta czekoladka właśnie.
Najbardziej zaś (oprócz chleba, wszelakich produktów mącznych, owoców i nabiału do południa) musiałam uważać na: soczewicę (zupka mniam, cukier bee…), fasolę białą, ziemniaczki (za tymi na szczęście nie przepadam)czy ketchup (raz spróbowałam odrobinkę i było to o odrobinkę za dużo…).
Najgorszy w moim przypadku był fakt, że nie mogłam się za bardzo ruszać, ze względu na skróconą szyjkę… Tylko leżenie przy odrobinie siedzenia, a chodzenie – jedynie w kierunku toalety i z powrotem – takie były zalecenia ginekolożki. Od diabetolożki zaś – spacerowanie i wykonywanie ćwiczeń dla ciężarnych. No i bądź tu mądra! Której doktorki słuchać?? Przy cukrzycy umiarkowany ruch jest BARDZO wskazany. Mogłabym spalić część tego, co zjadłam, a tak to musiałam liczyć każdy kęs… Z drugiej strony ruch zwiększał prawdopodobieństwo przedwczesnego porodu… Nie chciałam urodzić dzidziusia w dwudziestym którymś tygodniu, więc – kosztem wyobrażeń tego, co mogłam zjeść i spalić, ruszając się - posłuchałam ginekolożki (jak się okaże później – słusznie, Bozia na szczęście dała rozumek!).
Cdn.

UA-48159015-1