niedziela, 3 listopada 2013

O cukrzycy post pierwszy...

Nie wiem dlaczego, ale o ile spodziewałam się – często niesłusznie – różnych chorób w ciąży, o tyle byłam przekonana, że cukrzyca mnie nie dotknie. Nie wiem skąd się brało to założenie, ponieważ choroba jest dość powszechna w mojej rodzinie. Ojciec, brat ojca, matka ojca, rodzeństwo matki ojca, babka ojca – wszyscy chorują bądź chorowali (niektórzy już nie żyją, ale spokojnie – byli w sędziwym wieku i cukrzyca – poza jednym przypadkiem – nie była przyczyną) i prawie wszyscy – na insulinie, w tym u brata ojca zdiagnozowano chorobę już w wieku 30 lat. Jednak miałam kilka razy w życiu badany poziom glukozy we krwi i raz wykonywaną podczas pobytu w szpitalu krzywą cukrową i wyniki zawsze były prawidłowe. W ciąży też miałam badany poziom glukozy na czczo i był ok. Ponadto, nie spełniałam kryteriów osób, które były zagrożone cukrzycą ciążową, ponieważ nie skończyłam jeszcze 35 roku życia, nie byłam otyła, ani dużo nie przytyłam w I trymestrze (a właściwie to wcale nie przytyłam w tym czasie), była to moja pierwsza ciąża. Nie miałam także objawów cukrzycy, takich jak np. wzmożone pragnienie, nawracające drożdżycowe infekcje pochwy czy podwyższone ciśnienie tętnicze (wprost przeciwnie – miałam bardzo niziutki poziom ciśnienia). Nie spieszyłam się zatem z wykonaniem badania przesiewowego pod kątem cukrzycy ciężarnych. Można je było wykonać bodajże między 24 a 28 tygodniem ciąży. Wprawdzie miałam podejść do badania w pierwszym zalecanym okresie, ale za namową męża zdecydowałam się odwlec je do kolejnej wizyty… Cdn.
UA-48159015-1