środa, 16 października 2013

Paranoja (!!) nr 10: cytomegalia!

Po raz pierwszy o cytomegalii usłyszałam kilka lat przed zajściem w ciążę u Pani Profesor-ginekolożki, do której uczęszczałam z uwagi na przygotowania do ciąży. Zaleciła mi wtedy wykonanie badań w tym m.in. pod kątem cytomegalii. Wynik był negatywny, tzn. nigdy nie miałam wirusa wywołującego przedmiotową chorobę. Usłyszałam wtedy, że lepiej byłoby, gdybym już wcześniej go złapała, gdyż zakażenie w ciąży wywołuje poważne skutki, tzn. w I trymestrze na ogół prowadzi do poronienia lub wad płodu, w kolejnych do różnorakich chorób dziecka, np. niedorozwoju płuc czy centralnego układu nerwowego. Przypomniałam sobie o tym wszystkim, kiedy zaszłam w ciążę. Na wszystkich portalach, na których czytałam artykuły w tym temacie ostrzegano, żeby – będąc w ciąży - unikać bliskiego kontaktu z małymi dziećmi, które chorują najczęściej. No więc przeczytałam, przyjęłam do wiadomości i tyle. Aż do czasu… Kiedyś, gdy byłam na początku II trymestu, odwiedziła nas rodzina z dziećmi. Żegnając się z nami, ich mała córeczka (która w dodatku dość często przeziębia się i ma objawy podobne do objawów cytomegalii) pocałowała mnie prosto w usta, a właściwie pośliniła solidnie:) Pewnie śmiesznie to zabrzmi, ale po jakiejś chwili od pocałunku przypomniałam sobie, że ślina małych dzieci to bardzo częste źródło zakażenia cytomegalowirusem, który jest bardzo powszechny w społeczeństwie… Gdy sobie uświadomiłam ten fakt, byłam dosłownie roztrzęsiona i umówiłam się na wizytę u ginekolożki, prowadzącej moją ciążę, aby zapytać, jakie badania powinnam wykonać w tej sytuacji, a ona… odradziła mi robienie jakichkolwiek badań. Jak stwierdziła – medycyna nie potrafi skutecznie leczyć cytomegalii, więc wynik wskazujący na zakażenie i tak nic nie da, poza wywołaniem paniki. Nie zrobiłam więc badań, straszliwie jednak bojąc się, że mogłam się zarazić. Musiało upłynąć trochę czasu, żebym się uspokoiła, a właściwie względny spokój przyniosły mi kolejne wizyty lekarskie wskazujące, że dziecko prawidłowo się rozwija. A zatem była to na szczęście jedynie moja paranoja...
UA-48159015-1