czwartek, 17 października 2013

Paranoja (podwójna) nr 11: Cholestaza ciążowa

W okolicach 14 tygodnia ciąży zaczęły mnie swędzieć stopy, a następnie dłonie. Pomyślałam, że to jakieś uczulenie, choć generalnie do alergików nie należałam. Zdawałam sobie jednak sprawę z faktu, że w ciąży organizm może reagować gwałtowniej na niektóre produkty, nie przejęłam się więc zbytnio tym faktem. Jednak swędzenie nie ustawało, a w nocy nasilało się. Wypatrywałam jakiejś wysypki, ale niczego nie znalazłam. Ponadto, wciąż swędziały mnie tylko stopy i dłonie. W końcu zaczęłam szukać informacji w internecie. Szukałam newsów pod hasłem „swędzenie stóp i dłoni w ciąży”, no i niestety natknęłam się wtedy na hasło „cholestaza ciążowa…”. Włosy mi dęba stanęły, gdy zaczęłam czytać co to takiego i z czym – co gorsza – się wiąże. Nie będę tu opisywać szczegółów, bo o nich możecie przeczytać choćby tutaj: http://www.mamabrzuszekimaluszek.pl/Cholestaza-ciazowa-811.html. Wizja poważnego zagrożenia dla dziecka spędzała mi sen powiek, a zatem skonsultowałam się z moją ginekolożką, która również podejrzewała u mnie cholestazę, choć twierdziła, że choroba zazwyczaj ujawnia się na późniejszym etapie ciąży. Zaleciła mi jak najprędzej wykonać następujące badania: ALAT, ASPAT, fosfataza alkaliczna, gamma GT, kreatynina, mocznik, bilirubina całkowita i albumina. Wyniki niespodziewanie wyszły w normie i do dziś nie wiem, co oznaczały te swędzące stopy i dłonie, tym bardziej, że historia powtórzyła się ok. 35/36 tygodnia i ponownie lekarka zaleciła badania, jednak w dniu, w którym miałam je wykonać… urodziłam Amelkę:) ! Na izbie przyjęć przed porodem ujawniłam swój niepokój związany z cholestazą, ale położne odparły, że nawet gdybym ją obecnie miała, to już nikomu nie zaszkodzi:) Jak się okazało – choć to rzadka choroba -moje dwie bliskie koleżanki przechodziły cholestazę w ciąży, były leczone, leżąc na oddziale patologii ciąży, ale udało im się szczęśliwie donosić ciążę do końca i urodzić zdrowe dzieci. A zatem-nawet jeśli cholestaza nie jest tylko Waszą paranoją, ale rzeczywiście Was spotkała – myślcie pozytywnie – z tego dziadostwa wychodzi się cało, jeśli tylko się je leczy!
UA-48159015-1