wtorek, 15 października 2013

Paranoja (?) nr 9 - Anemia

Kiedy wykonałam morfologię na początku ciąży, wypadła ona poprawnie. Szału nie było, jeśli chodzi o poziom hemoglobiny, ale tę zawsze miałam na granicy normy. Jednak, w trzecim miesiącu ciąży morfologia pokazała, że hemoglobinę mam poniżej normy, hematokryt też. Lekarka orzekła, że to za wcześnie na takie wyniki, że niedokrwistość może być fizjologiczna w ciąży, ale dzieje się tak dopiero koło 32 tygodnia, gdy objętość osocza zwiększa się w szybszym tempie niż liczba erytrocytów, czyli czerwonych krwinek. (Muszę dodać, że w I trymestrze głównie, ale właściwie prawie przez cały czas będąc w ciąży miałam ogromną ochotę na kwaśne jedzonko – wszelkie kiszonki, ale i niestety ocet… Ten ostatni dodawałam do galarety czy też spożywałam wraz z rybkami. Właściwie to mogłabym pić zalewę octową samą bez dodatku ryb… Niby wiedziałam, że ocet nie należy do zdrowych produktów, ale był to wtedy jeden z nielicznych moich grzechów kulinarnych, więc dawałam się skusić. Aż do momentu kiedy przypomniałam sobie zasłyszane kiedyś ostrzeżenie, że ocet może prowadzić do anemii. Jednak dziś myślę, że jest to jeden z wielu mitów dotyczących octu. Nie znalazłam nigdzie potwierdzenia, że może on szkodzić w tym zakresie). Zatem, trzeba było wdrożyć leczenie, polegające na przyjmowaniu przeze mnie dużych dawek żelaza. Próbowałam różnych preparatów z żelazem, m.in. Biofer, Ascofer i Tardyferon-Fol (z kwasem foliowym). Temu ostatniemu pozostałam wierna aż do końca, tyle że potem był to sam Tardyferon, ponieważ kwas foliowy miałam zażywać niezależnie od tego w ilości 15 mg. Ponieważ niedokrwistość wciąż mi towarzyszyła, lekarka zaleciła zażywanie podwójnej dawki wskazanej na opakowaniu jako maksymalna (!). Byłam tym faktem przerażona, ale w końcu musiałam komuś zaufać, tym bardziej, że uważam tę panią za mądrą osóbkę. Jednakże nawet te ogromne dawki nie pozwoliły na powrót moich wyników do normy. Nie mam pojęcia czy to miało wpływ na fakt, że rodząc córeczkę niemal jednocześnie urodziłam łożysko, co podobno oznaczało, że było ono odklejone i położna kazała mi Bogu dziękować, że wszystko dobrze się skończyło a dziecko urodziło się dotlenione. Słyszałam wcześniej, że niedokrwistość może prowadzić do przedwczesnego odklejenia się łożyska (i bałam się tego jak ognia) czy nawet do przedwczesnego porodu, który także miał miejsce w moim przypadku… A u mnie niedokrwistość trwała niemal całą ciążę… więc moje obawy być może nie były jednak tylko paranoją...
UA-48159015-1